Strona:PL Z obcego Parnasu (antologia).djvu/025

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Pierścień Polikratesa.




Na krużganku stał wysokiem
I wesołém patrzał okiem
Na zdobyty Samos gród;
„W okół ziemia mi poddana,” —
Do Egiptu rzecze pana —
„Któż szczęśliwsze życie wiódł?”

„— Ty doznałeś łaski bogów;
Tobie równych dotąd wrogów
Berłem schylasz do twych nóg.
Jeden jeszcze budzi trwogę;
Więc cię szczęsnym zwać nie mogę,
Póki groźny czuwa wróg.” —

Gdy król prawi temi słowy,
Wszedł posłaniec miletowy,
Do tyrana rzecze w głos:
„Każ ofiary palić wonne
I w gałązki, z lauru szczknione,
Panie, uwieńcz boski włos!

Wróg raniony poległ wczora,
Od wiernego Polidora,
Wodza, dar ten niosę ci.”
Czarną skrzynię w tém otworzy:
Król i tyran się zatrwoży.
Głowę wroga widząc w krwi.