Strona:PL Z bratniej niwy.djvu/160

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Powtarza wszystko znowu w lot
Trze, aż mu czoło oblał pot, —
Lecz chora jak nieżywa.
Znów kraje, praży, zszywa ją,
Ze strachu łydki pod nim drżą,
Naraz się w głos odzywa:
— „Gwałtu, źle!“
I póki czas drapaka tnie.

Nie uszedł bacznej straży ócz
I rychło wzięty był pod klucz.
Gdy stanął przed sędziami,
Król rzecze: „Drabie, pełen win,
Tyś zbój, nikczemnik, wiedźmy syn
I głupiec nad głupcami.“
Naród wre:
„Na stos! na stos! zabawim się!“

Gdy bies szczegóły sprawy zdał,
Aż do rozpuku mistrz się śmiał.
I w drogę doń pośpiesza.
— „Hej, z czarodziejem wprost na stos,
Niech go okrutny spotka los!“
Wyje wciąż wściekła rzesza
W jeden wtór,
Wtem nagle mistrz przybywa z chmur.

I z góry Macka cap za czub,
Jak chwyta jastrząb w szpony łup.