Strona:PL Z bratniej niwy.djvu/141

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Są to chwile, gdy w twem łonie
Coś się naraz rozedźwięczy:
Jak skowronek na zagonie,
Coś, jak pszczółka w ulu, brzęczy.
Uczuć takich człowiek strzeże,
Dałby życie zań w ofierze!
Ach, bo raj na ziemi prześni
Ten, co miewa takie chwile,
Gdy mu w sercu szemrze mile
Nieskalanej źródło pieśni.

Nim się głowa na pierś skłoni,
Nim zapadnie świat ten w ciszę,
Coś tam jeszcze szepce; dzwoni,
Coś się pieści i kołysze, —
Lecz, gdy przyjdzie snu godzina,
Duch twój wszystko zapomina.

Wtem cię budzą jakieś szumy,
Snać z powrotem burza leci,
Z nią demonów — piekła dzieci —
Niezliczone pędzą tłumy.

U mych okien bieg wstrzymali,
A ja słyszę te ich słowa:
— Piersi nasze, jak ze stali,
Harde czoło, dumna głowa,
W oku wzgarda, zaród gniewu,
W sercu ziarno czyste siewu.