Strona:PL Wyspiański - Legenda.djvu/37

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

Niechże was ucałuję jeszcze,
niech k’sobie was przychynę;
dziewki wy moje, niech popieszczę, —
we Słońcu jutro zginę.

Pospieszaj Słońce, niechaj wschodzi!
Śmierć moja mnie wesele!
Noc mnie od Sławy mojej grodzi, —
Sława na mojem czele!

O Sławo, idziesz ku mnie chyża, —
w mej klątwie ty poczęta.
Śmierć mi otwiera twoje dźwirza!
O Sławo, Sławo święta!!

(I już ją wiążą druchny czule,
dziewki a jej służebne
i u stóp ojca ją sadzą
same zaś koło niej przytulone,
jakieś pociechy swadziebne
szeptają
i ukochaną całują
na rozstanie.
Też wszystek ludek posiada
na izbie i strawę jedzą
a zaś czas, by się gęśle ozwały,
by ich dusze na odlocie słuchały).

ŚMIECH
(pokręca liry)

Po trudach, troskach, znoju,
pojman we wieczny mir,