Strona:PL Wyspiański - Kazimierz Wielki.djvu/26

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


LVIII.

A gdy już miano mnie tam w tej samotni
zamykać i podwojów już parto zawory, —
ci ze śpiewami już poszli przelotni
i miałem ostać Sam — na te nieszpory
cicho płonących świec, jak się z nich lotni
modlitwa jakaś odwieczna: Pokory;
a widma czarne w pawłokach przechodzą:
płaczki-cienie — i od nich żywych mnie odgrodzą,

LIX.

Gdy się mąż nagły zjawia u podwoi,
im widać z ruchów i postawy znany,
bo się już do nich zwraca: »bracia moi...
nasz król«... a oni mówią: »zakowany«.
I pojrzał wzrokiem obłędu, gdzie stoi
piedestał w ciemne choiny przybrany,
...................

LX.

Nadbiega i już woła: — »ja spóźniony! —
O królu, — wieków pięciu latmi wielki,
jużeś ty dla mnie zakowan, zamkniony,
iż cię nie ujrzą wzroki«... łez kropelki
dwie rozświeciły oczy, zawstydzony,
w ogniach rumieńców Żądzy karmicielki,
dławił w sobie ten płacz, — szukał duszą
oczami, które deski trumien kruszą.