Strona:PL Wyspiański - Kazimierz Wielki.djvu/25

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


LV.

Tutaj to, — widzę, że lata minęły.
Któż to, ten młody, wysmukły, rycerski;
strojem, jak Greki; jakiemiż to dzieły
sławien; — li tylko przez Śmierć bohaterski?
że kości jego i prochy spoczęły
opodal, — że on mnie dziś duch braterski:
stoi, na mieczu ręka; — duch-że wojny
chwilę przystanął w nim, chwilę spokojny.

LVI.

A oto w bieli jakowaś niewiasta,
ponad kolumną przygięta strzaskaną;
snać łzawi lice — i oto urasta
w mych oczach, tyle smutku w niej wydano,
jak błagalnica ta z Bożego-miasta,
gdy nad Chrystusa grobem zapłakaną
pocieszał Anioł;... pochodnia opada.
Grobowiec Smutkiem wkamienionym gada.

LVII.

Do marmurowych ścian czarnych kaplicy,
gdzie złotem snopów grodziła się krata,
przenieśli trumnę we światłach gromnicy;
czuli, że mój nad nimi duch ulata,
że są, jak mali zranieni orlicy,
i gdy ich tak Nieszczęście wielkie brata,
poklękli, pacierz za mnie mówiąc krótki
i wszystkie swoje w nim zawarli smutki.