Strona:PL Wybór poezyi Mieczysława Romanowskiego. T. 2.djvu/139

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Jeszcze nic, — Szwed go znieważył już ninie,
A co? nie wyrżnąć? — Stójcie! krótkie słowo;
Nie idźcież! jeszcze mam ja piosnkę nową:
Jużeśmy zbici, zdarci i żebracy,
Nic nam z modlitwy, nic nam z naszej pracy.
Jeszcze nam żołdak zbestwiony i srogi
Pohańbi wkrótce zacne domów progi,
Cześć żon i córek pod swe nogi rzuci,
Miasto zostanie... kto wam cześć powróci?!“
Umilkł i usta wykrzywił od śmiechu,
Resztę słów w krótkim pochłonął oddechu,
Ale wtem stary Szydłowski zawoła:
„Trela, — hej, dzwonnik, chodźmy do kościoła!“
„Co tam pomożesz?“ — Bartek mu odrzecze, —
„Czy psem u progu legniesz tam, człowiecze,
By warczyć i gryść, gdy się wróg przybliży?
Zostań, Szwed pańskich nie lękał się krzyży,
Kopnie cię nogą jak psa bez litości!...
Ha! Szwed u ciebie na wilię zagości,
W oczy ci zadrwi; gdy świętym opłatkiem
Będziesz mu szczęścia życzył z przyszłem latkiem...
O! święta Panno z aniołami Twymi,
O! Kingo, święta patronko tej ziemi,