Strona:PL Wybór poezyi Mieczysława Romanowskiego. T. 2.djvu/140

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Rzeczcie wy starcom, co nożami straszą,
Że chcecie boju — bo ta ziemia waszą!“

Pośród tej wrzawy wszedł niepostrzeżony
Jacek, staruszek biały i skulony.
Słysząc to, u drzwi stał o laskę wsparty
I w Bartłomieja utkwił wzrok otwarty,
Jasny, — a gdy ten ostatnie rzekł słowo,
Zawołał Jacek: „W bój z Świętą Królową!...
O! dzieci, wielkie oglądałem cuda,
Toć wierzę, że dziś wszystko nam się uda!“

„Przebóg, to Jacek!“ — wszyscy zawołali, —
„Wy tu?! my prawie was już opłakali!“ —
„Tu, dziatwo, z wami, — jak widzicie, zdrowy“
I dodał potem: „Wracam z Częstochowy!...
Idźcież, Szydłowski, gdy was kościół woła,
A wy zaś chmurne rozpogodźcie czoła,
Jak ja“. — A gdy go obstąpili swoi,
Zawołał Jacek: „Częstochowa stoi!“
Poszedł Szydłowski, ci Jacka prowadzą
I na burmistrza miejscu za stół sadzą.
Jacek, tu niegdyś kupiec najcelniejszy,
Był już najstarszym i włos miał najbielszy,
I cześć za prawość. Teraz — to cud nowy,
Przez szwedzki obóz przyszedł z Częstochowy.