Strona:PL Wybór poezyi Mieczysława Romanowskiego. T. 2.djvu/080

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Nie przeczuwaliśmy takiego końca...
Straszne to życie, kilka godzin słońca,
Kilka chwil gwiazdom podobnych... a potem
Noc, przerywana zbrodniami lub grzmotem —
I grób... Zdziczałem; patrz, nawet łzy jednej
Nie mam dla syna już i dla tej biednej.
Czas paść; i bogi stare runą ze mną.

(Do Świergonia).

Powiedz Bożennie, niech płacze nademną;
Nie wymodliła zbawienia synowi...
Stój! — nalej pierwej miodu Żórawiowi —
Jeszcze chwil kilka; spełńmy bratnio rogi,
W różne, dalekie rozchodzim się drogi —
W jakie? nikt nie wie; moją świat przeklina.

(Świergoń nalewa czarę Popiela i Żórawia)
POPIEL (podnosząc czarę).

Ta dla Bożenny, pożegnanie syna!
Wychyl, Żórawiu, matka ci sprzyjała.

(Do Świergonia).

Idź już —

ŚWIERGOŃ.

Jednako dola nam kłamała.
Śmierć kończy wszystko; dość się nasłużyłem.

(Odchodzi).
POPIEL (ze zdziwieniem).

I ten?