Strona:PL Wilk, psy i ludzie. W puszczy (Dygasiński).djvu/130

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


czuwa, lecz silny jest i dużo znieść potrafii. Zwyczajnie, jak wszelka istota prześladowana, zewsząd szczuta.
Puściła się teraz w pochód cała zgraja wilków; pozajmowały one w puszczy różne zwierzęce trakty i podzieliwszy się na pomniejsze oddziały, przetrząsały knieję. Naraz jeden z wilków przystanął, nasłuchiwał bacznie, potem począł węszyć, rozglądać się uważnie po śniegu i cichutko podchodzić ku krzakom; pozostali jego towarzysze, jakby pojmowali, o co chodzi, rozpierzchli się na wszystkie strony i po tyraliersku okrążyli zarośla w półkole. Był to jeden z typów wilczego polowania, strategia podobna do tatarskiego tańca. W krzakach powstał nagły szum, zamęt jakiś; widocznie tropiona i osaczona ofiara spostrzegła, z kim ma do czynienia. W olbrzymich susach wypadły z zarośli dwie sarny i rzuciły się na wilczy kordon, niezupełnie jeszcze sformowany. Któryś przyczajony wilk poskoczył ku nim, lecz otrzymał nadzwyczajnie energiczne wierzgnięcie w głowę i stracił na chwilę przytomność umysłu; zawył więc wściekle, a zewsząd dały się słyszeć charkania, namiętne mruczenie i szczękanie zębami. Alarm ten poleciał przez cichą puszczę i był myśliwskiem hasłem dla innych wików, włóczących się na jakiej milowej przestrzeni po kniei i po drogach. Wszystko zawrzało. Jedna wilcza gromada popędziła za sarnami w tropy, inna sunęła z boku, zabiegając ściganym.
Sarny wybiegły na równą drogę, gnały, zaledwo tykając ziemi; był to lot raczej, niżeli bieg na nogach. Atoli w oddaleniu po obu stronach drogi już dwa wilki przycupnęły do ziemi i oczekiwały na spłoszone ofiary. Kozieł gnał na czele, pędził jak szalony; nie powstrzymałaby go żadna przeszkoda, przesadziłby wały, wzniósłby się nad przepaściami, zginąłby, ale nic nie zdołałoby go już wstrzymać w tym pędzie. Zaledwie o długość ciała wyprzedzona pozostawała za nim koza. On pierwszy z istotnie