Strona:PL Wiktor Gomulicki - Wspomnienia niebieskiego mundurka.djvu/238

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    cznem, rodzajem powietrznego zjawiska, o którego rzeczywistości prawie powątpiewa... — gdyby ta kraska, na każde zawołanie, sfruwała doń z wierzchołka wysokich drzew, pozwalała brać się do ręki, pieścić, głaskać i cieszyć do syta oczy tęczowym swych piór blaskiem!...
    Nigdy już, nigdy, żadnemu ptaszkowi najmniejszej krzywdy nie wyrządzi. Ma w domu szczygła w klatce — natychmiast po powrocie wypuści go na wolność. Zrobiłby to samo i z kanarkami swej matki — obawia się jednak, żeby ich wróble nie zadziobały lub kot nie pożarł, jak to się przytrafiło kanarkowi sąsiadów.
    — Moje dziecko — mówi ksiądz, biorąc do ręki jedną z ksiąg, leżących na ławce (nie nazywa go już »pauprem« ani »chłopcem«) — widziałeś ptaszęta Boże, przylatujące do ręki mej po ziarno, i wydało ci się to czemś nadzwyczajnem. Dowiedz-że się, że coś widział jest dzieciństwem, uwagi niegodnem, w porównaniu z tym stosunkiem, jaki łączył z przyrodą niektórych Świętych i Ojców Kościoła.
    Przewraca przez chwilę karty księgi, obrazkami przekładane — jeden z nich wyjmuje i podaje Sprężyckiemu.
    — Przyjrzyj się — objaśnia — jest to święty Franciszek z Assyżu. Widzisz tę chmarę ptactwa, która go otacza? Miał ją zawsze przy sobie; opędzić się jej nie mógł. A nie tylko ów mąż święty