Przejdź do zawartości

Strona:PL Wiktor Gomulicki - Wspomnienia niebieskiego mundurka.djvu/237

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

kie jak wszędzie; kwiaty, podobne do wszystkich kwiatów; ptaki, jak wszystkie ptaki...
— O! nie... — przerywa coraz bardziej ośmielający się chłopiec. — Co do ptaków, proszę księdza dobrodzieja, to...
— To co?
— To takich, jak tutejsze, nigdziem nie widział. I myślę, że nigdzie indziej takich niema...
— Dlaczego tak myślisz, mój chłopcze?
— Przecie widziałem, jak przybiegały do księdza dobrodzieja, niby kurczęta, na ramionach mu siadały, z ręki brały ziarno, nic się nie bojąc...
Zakonnik westchnął.
— To prawda, moje dziecko. Ale czy sądzisz, że w tem jest cud jakiś, lub kuglarstwo? Zaprawdę, powiadam tobie, i innym, że każdy z was może żyć z ptakami, z dzikim nawet zwierzem, po przyjacielsku i po bratersku — trzeba tylko, żeby był przyjacielem i bratem każdemu stworzeniu Bożemu i żeby idąc do niego, w sercu swem nie krył zdrady. Bóg obdarzył stworzenia swe instynktem, który je ostrzega: komu mogą zaufać, a kogo bać się mają.
Sprężycki rozważa w myśli usłyszane słowa. Jeszcze nie bardzo je rozumie — postanawia jednak dokładać wszelkich starań, aby dojść do tej doskonałości, o której mówił zakonnik. Cóżby to było za szczęście, gdyby naprzykład kraska — ta przecudna, szafirowo-złocista kraska, będąca dlań dotąd czemś niepochwytnem, niemal fantasty-