Strona:PL Wells - Człowiek niewidzialny.djvu/166

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

prosto w moją twarz, nasłuchując. — Mógłbym przysiądz — powiedział. Długą, owłosioną ręką pociągnął za dolną wargę, okiem przebiegał schody w dół i w górę. Potem mruknął i zaczął znowu wchodzie na górę.
Dłoń jego spoczęła na klamce drzwi, ale tutaj wstrzymał się znowu z tym samym wyrazem gniewu i pomieszania na twarzy. Zaczynał chwytać delikatnie szmery moich kroków. Musiał mieć chyba dyabelne ostry słuch. Nagle wybuchnął gniewem:
— Jeżeli ktokolwiek jest w tym domu... — zawołał z klątwą i nie dokończył groźby.
Wsunął rękę w kieszeń, a nie znalazłszy tego, czego szukał i przesunąwszy się koło mnie, zbiegł w dół, potykając się i odgrażając. Ale już nie udałem się za nim, usiadłem u szczytu schodów, czekając na jego powrót.
Wkrótce zjawił się znowu, ciągle jeszcze mrucząc. Otworzył drzwi pokoju i zanim mogłem wejść przez nie, zatrzasnął mi je przed nosem.
Postanowiłem zbadać dom i spędziłem czas jakiś na tem zajęciu możliwie najciszej. Dom był bardzo stary i zruinowany, wilgotny tak, że tapety odpadały od ścian, a za niemi gościły szczury. Większość klamek była nieruchoma, a ja obawiałem się naciskać je. Kilka izb było pustych, inne zaś natłoczone teatralnemi gratami, kupionemi z drugiej ręki, jak można było wnioskować. W pokoju, sąsiadującym z jego pokojem, znalazłem mnóstwo starego ubrania. Zacząłem grzebać się wśród tych rupieci, a w gorliwości swej zapomniałem całkowicie o ostrości jego słuchu. Usłyszałem ciche kroki i podniósłszy w górę głowę, spostrzegłem go, zazierającego poprzez kupę ubrań ze