Strona:PL Wells - Człowiek niewidzialny.djvu/165

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

z powodu jego czujności. Dwa razy stłumiłem w sam czas kichnięcie.
Jakkolwiek miałem się na co gapić, to jednak uczułem się serdecznie znużony i zły oczekując na skończenie przez niego posiłku. Wreszcie przestał jeść i postawiwszy swe nędzne gliniane, garnki na czarnej, blaszanej tacy, na której umieścił też imbryk z herbatą, zebrawszy wszystkie okruszyny z poplamionego musztardą obrusa, zabrał całą zastawę z sobą. To przeszkodziło mu zamknąć za sobą drzwi, co byłby niezawodnie uczynił. Nigdy jeszcze nie widziałem nikogo, coby tak zawzięcie drzwi za sobą zamykał. Udałem się za nim do bardzo brudnej, podziemnej kuchni. Miałem przyjemność widzieć go, gdy zaczynał zmywać owe garnki, poczem, przyszedłszy do przekonania, iż niedobrze jest dla mnie pozostawać na dole, czując przytem zimno, mrożące mi stopy od ceglanej podłogi, powróciłem na górę i zasiadłem w jego krześle przy ogniu. Ogień palił się niezbyt obficie, to też, niewiele myśląc, nałożyłem nieco węgla. Szmer i rumor sprowadził natychmiast sklepikarza; stanął przede mną w swej całej okazałości. Nawet po przeprowadzenia nowego śledztwa, jeszcze nie był zadowolony. Rozglądał się po całym pokoju i omal nie dotknął mnie. Zatrzymał się w drzwiach i jeszcze raz się rozejrzał przed zejściem w dół.
Czekanie w małym saloniku wydało mi się wiekiem, ale wkońcu nadszedł i otworzył drzwi, prowadzące na górę. Wśliznąłem się tuż za nim.
Na schodach zatrzymał się nagle tak, że o mało nie utknąłem na niego. Spojrzał wstecz i patrzył