Strona:PL Wells - Człowiek niewidzialny.djvu/150

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

niestety, nie spostrzegł dwóch urwisów, zatrzymujących się pod sztachetami tuż obok mnie.
— Widzisz to? — zapytał jeden.
— Co mam widzieć? — mruknął drugi.
— Ano te ślady stóp bosych. Takie same odbijają się w błocie.
Spojrzałem w dół i spostrzegłem, że malcy rozpatrywali zabłocone ślady stóp, pozostawione przeze mnie na świeżo pobielonych schodach. Przechodzący popychali ich i szturchali, ale ich przeklęta spostrzegawczość zajęła się silnie niezwykłem zjawiskiem. Tymczasem bęben huczał wciąż: „Bum, bum, bum, kiedyż, bum, ujrzymy, bum, Jego oblicze, bum, bum, bum!“
— Ktoś o bosych nogach wszedł po tych stopniach, albo jestem ostatnim osłem — odezwał się jeden z urwisów. — I nie schodził wcale na dół. A przytem jego stopa krwawiła.
Najgęstszy tłum już przeszedł.
— Patrz tam, Ted! — rzekł młodszy z detektywów z wyrazem zdumienia w głosie i wskazał palcem na moją stopę.
Spojrzałem i ja w dół i spostrzegłem zarysy moich nóg, wyciśnięte w błocie. Przez chwilę stałem jak obezwładniony.
— A to ci heca! — zawołał starszy. — Pyszna heca! To zupełnie wygląda na stopy ducha, czy nie? Zawahał się, a potem postąpił naprzód z wyciągniętą dłonią.
Jakiś przechodzień zatrzymał się dla zobaczenia, co on tam takiego chwyta, a z nim i jakaś dziewczyna. Jeszcze chwila, a byłby mnie dotknął. Wtedy