Strona:PL Wells - Człowiek niewidzialny.djvu/148

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

ostrego bruku stóp; niebawem też dyszel jakiegoś fiakra wcale niemile połaskotał moją łopatkę, przypominając mi, że już i tak byłem dosyć silnie poturbowany. Usunąłem się fiakrowi z drogi, uniknąłem wózka dziecinnego z wielkim trudem i znalazłem się po za dwukolną dorożką. Szczęśliwa myśl ocaliła mnie. Postępowałem bezpośrednio za dorożką, drżąc i dziwiąc się zmianie mego położenia; nietylko drżąc, ale wprost dygocąc. Był to jasny dzień styczniowy, a ja nie miałem na sobie żadnego odzienia, cienka zaś warstwa błota, pokrywająca drogę, była blizką zamarznięcia. Obecnie rzecz ta wydaje mi się głupotą z mojej strony, ale wtedy nie liczyłem się z faktem, że czy przejrzysty, czyli też nieprzejrzysty, nie przestałem podlegać wpływowi temperatury.
Otóż, jak nadmieniłem, szczęśliwa myśl przyszła mi do głowy. Podbiegłem nieco naprzód i wskoczyłem do dorożki. Drżący, wystraszony, czując początki kataru i silny ból w krzyżu, jechałem zwolna wzdłuż Oxford Street i minąłem Jottenham Court Road. Usposobienie moje było teraz zupełnie różne od tego, z jakiem wyruszyłem w świat przed dziesięcioma minutami. — Zaiste, śliczna to rzecz ta niewidzialność! — mówiłem wtedy, a teraz rozmyślałem, jak wybrnąć z tego niemiłego położenia.
Przejechaliśmy około księgarni Mudiego; tu jakaś wysoka kobieta, z kilku książkami pod pachą, zawołała na dorożkę, a ja miałem jeno tyle czasu, aby wyskoczyć, zanim ona wsiadła. Zwróciłem się ku Bloomsbury Square z zamiarem skręcenia na północ po za Muzeum, aby w ten sposób dostać się do spokojnej dzielnicy. Byłem okrutnie zmarznięty, a osobliwość