Strona:PL Wells - Człowiek niewidzialny.djvu/142

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

stra. Odrazu zrozumiałem jego przerażenie... Twarz moja była biała — biała, jak wapno.
Spędziłem noc wśród bolesnej tortury, wśród nudności i omdlewania. Zacisnąłem zęby i nie pisnąłem, chociaż skóra i całe ciało były jakby w ogniu. Leżałem jak uosobienie ponurej śmierci. Zrozumiałem wtedy, dlaczego kot miauczał tak rozpaczliwie, dopóki go nie zachloroformowałem. Szczęściem, mieszkałem zupełnie sam i nikt mnie nie obsługiwał. Chwilami łkałem, jęczałem i mówiłem sam do siebie, Ale wytrwałem... Straciłem przytomność i zbudziłem się jak bez życia, w ciemnościach.
Bole minęły. Sądziłem, iż zakończę życie, ale niewiele mnie to wówczas obchodziło. Nigdy nie zapomnę przestrachu, jaki z nadejściem rana uczułem na widok moich rąk, podobnych do zapoconego szkła i stających się, w miarę rozwidniania się, coraz przejrzystszemi tak, że wreszcie mogłem ujrzeć przez nie fatalny bezład w mojej izbie, chociaż przymknąłem przejrzyste powieki. Członki mego ciała stały się szkliste, kości i tętnice wypłowiały, znikały, aż nareszcie przestały być widzialnemi. Zacisnąłem zęby i wytrzymałem do samego końca... Wreszcie pozostały jedynie martwe końce paznogci u rąk, białe zupełnie i brunatna plama jakiegoś kwasu na palcach.
Zerwałem się na nogi. Zrazu byłem tak niezgrabny, jak spowite niemowlę; z trudnością poruszałem nogami, których nie mogłem widzieć. Byłem osłabiony i bardzo głodny. Spojrzałem w lustro i nic w niem nie ujrzałem, z wyjątkiem miejsc po za siatkówką oka, gdzie pozostały jeszcze mgliste ślady barwnika.