Strona:PL Wells - Człowiek niewidzialny.djvu/139

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

nic mnie nie obchodzi. Wiedziałem dobrze, że to był stan przejściowy, który zawdzięczałem przepracowaniu i bezsenności i że przy pomocy leków, albo odpoczynku, będę mógł odzyskać energię.
O jednem mogłem myśleć tylko jasno, a mianowicie o tem, że rzecz należy doprowadzić do końca, gdyż środki finansowe już się wyczerpywały. Spoglądałem wokoło siebie, patrzyłem na stoki pagórka, na którym dzieci bawiły się pod okiem piastunek i starałem się wyobrazić sobie te wszystkie fantastyczne zdarzenia, jakie musiałyby spotykać w świecie Człowieka Niewidzialnego. Po chwili powlokłem się do domu, zjadłem cokolwiek, zażyłem silną dawkę morfiny i położyłem się spać w ubraniu na nieposłanem łóżku... Morfina — Kempie, jest dzielnym środkiem tonicznym, wyciągającym z człowieka chwilowe zwiotczenie.
— Szatański to środek — wtrącił Kemp.
— Zbudziłem się ogromnie pokrzepiony, lecz i w stanie podrażnienia. Znasz to uczucie?
— Znam je.
— Tymczasem ktoś zapukał do drzwi. Był to mój gospodarz, który mi groził i stawiał różne pytania. Był to stary Żyd polski w długim, szarym chałacie i zatłuszczonych pantoflach. Wyrażał pewność, iż musiałem w nocy dręczyć kota... widać stara baba dość mu nagadała. Chciał koniecznie dowiedzieć się szczegółów. Prawo w tym kraju karze wiwisekcyę bardzo surowo... i on mógłby być odpowiedzialnym. Zaprzeczyłem kategorycznie wszystkiemu: nie widziałem żadnego kota. Potem on skarżył się, że słychać warczenie w całym domu motoru gazowego To nie ulegało