Strona:PL Wells - Człowiek niewidzialny.djvu/137

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

je śpiące na niewidzialnej poduszcze i położyłem się sam spać. Okazało się, iż nie przyszło mi łatwo usnąć. Leżałem i rozważałem różne rzeczy, przechodząc w myśli nieustannie cały proces doświadczenia; to znowu snuły się przed memi oczyma rozmaite przedmioty, rozpraszające się jakby w mgłę i ginące w przestrzeni; aż wreszcie wszystko, nawet ziemia, na której stałem, zniknęła mi z przed oczu. Ogarnęła mnie ciężka, nieznośna zmora. Około godziny drugiej, kot zaczął miauczeć i włóczyć się po izbie. Starałem się uciszyć go, a gdy mi się to nie powiodło, postanowiłem wyrzucić go precz. Pamiętam niemiłe uczucie, jakiego doznałem przy zapalaniu światła... widniały tylko okrągłe, zielone oczy... zawieszone w powietrzu. Byłbym mu chętnie dał mleka, ale nie miałem w domu ani kropelki. Nie mogłem go w żaden sposób uspokoić, usiadł przy drzwiach i miauczał. Usiłowałem pochwycić go, z myślą wyrzucenia przez okno, ale nie dawał się schwytać i niknął mi z oczu. Miauczał nieustannie w różnych miejscach izby. W końcu otworzyłem okno i zacząłem hałasować, dla wypłoszenia go. Przypuszczam, że musiał uciec przez okno. Nie widziałem go już więcej, ani też słyszałem o nim.
Potem... nieba raczą wiedzieć dlaczego... zacząłem znowu myśleć o pogrzebie mego ojca... o ponurym, wietrznym dniu i stoku pagórka, aż doczekałem się brzasku dnia. Przekonawszy się o niemożności zaśnięcia, zamknąłem drzwi na klucz i wyszedłem, aby użyć rannego spaceru.
— Nie chcesz chyba twierdzić, że istnieje gdzieś na świecie jakiś niewidzialny kot? — spytał Kemp.