Strona:PL Wells - Człowiek niewidzialny.djvu/119

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

— Przykro mi, iż nie mogę ci opowiedzieć wszystkiego, czego dokonałem dzisiejszej nocy — powiedział Człowiek Niewidzialny. — Ale jestem kompletnie wyczerpany. Śmieszne to, niewątpliwie. Nawet straszne! Ale wierzaj mi Kempie, iż pomimo twoich argumentów, to rzecz całkiem możliwa. Zrobiłem bowiem odkrycie. Miałem zamiar zachować je dla siebie Ale nie mogę. Muszę koniecznie pozyskać wspólnika. A może ty... Będziemy mogli czynić przedziwne rzeczy. Ale o tem jutro. W obecnej chwili czuję się tak, iż albo muszę się przespać, albo zginę.
Kemp stał na środku pokoju, wpatrując się w bezgłowe ubranie.
— Zatem zostawię cię samego — powiedział. — To wprost nie do wiary. Takie trzy zdarzenia, burzące, wszystkie pojęcia... To może przyprawić o obłąkanie. Jednak to prawda. Czy mogę ci czem służyć?
— Życz mi tylko dobrej nocy — rzekł Griffin.
— Dobranoc — rzekł Kemp, ściskając niewidzialną rękę.
Potem wysunął się bokiem z pokoju.
Nagle szlafrok podsunął się spiesznie ku niemu.
— Pamiętaj — powiedział szlafrok: — żadnych usiłowań zatrzymania mnie albo uwięzienia, inaczej...
Kemp zmieszał się nieco, a klucz obrócił się za nim w zamku natychmiast. Kiedy zaś stał z wyrazem wielkiego zdumienia na twarzy, szybkie kroki zbliżyły się do drzwi ubieralni, które też zostały zamknięte. Kemp uderzył się dłonią po czole.