Strona:PL Wells - Człowiek niewidzialny.djvu/118

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

— Ale jakże ja mogę spać spokojnie? Skoro usnę... on ujdzie. Mniejsza z tem!
— A jak się przedstawia rana postrzałowa? — zapytał Kemp.
— Ech, to bagatela... zadrapanie i nieco krwi. Och, Boże! Jakże mnie sen morzy...
— No to czemu nie idziesz spać?
Człowiek Niewidzialny zdawał się wpatrywać w Kempa.
— Ponieważ nie życzę sobie być schwytanym w pułapkę — rzekł zwolna.
Kemp żachnął się.
— Jakiż ze mnie głupiec! — wybuchnął Człowiek Niewidzialny, uderzając pięścią w stół. — Podsunąłem ci sam tę myśl.



ROZDZIAŁ XVIII.
Człowiek Niewidzialny śpi.

Choć wyczerpany i raniony, nie zaufał słowu Kempa, że wolność jego zostanie uszanowaną. Zbadał szczegółowo sypialnię, podniósł story i otworzył okna dla sprawdzenia zapewnień Kempa, iż ucieczka przez nie byłaby zupełnie możliwą. Noc była bardzo pogodna i cicha, pierwsza kwadra księżyca wschodziła nad błoniami. Potem zbadał klucze od sypialni i od dwojga innych drzwi dla przekonania się, że i te mogłyby w danym razie zapewnić ratunek. Potem wyraził całkowite zadowolenie. Kemp usłyszał wreszcie serdeczne ziewnięcie.