Strona:PL Wells - Człowiek niewidzialny.djvu/117

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

dwanaście lat. Wy, uczeni ludzie, nie zmieniacie się. Zimni i metodyczni... Powiadam ci, że musimy zabrać się razem do roboty!
— Ale jak się to wszystko stało? — spytał Kemp. — Jakim sposobem stałeś się niewidzialnym?
— Na Boga, pozwólże mi popalić sobie w spokoju, a po chwili opowiem ci wszystko.
Ale tej nocy historya nie została opowiedziana. Napięstek bolał Człowieka Niewidzialnego coraz dotkliwiej; raniony czuł gorączkę, był wyczerpany, a myśl jego wracała uporczywie do pościgu i do utarczki około zajazdu. Zaczynał opowiadanie i urywał. Mówił niezrozumiale o Marvelu, palił coraz prędzej, a głos jego stawał się gniewnym. Kemp usiłował złożyć to wszystko w jakąś całość.
— Widocznie obawiał się mnie, widziałem do brze, iż się mnie obawiał — powtarzał Człowiek Niewidzialny. — Zamierzał spłatać mi figla i umknąć, nieustannie wyczekiwał sposobności. Jakimże ja byłem głupcem! Kundel! Byłem wściekły. Byłbym w stanie zabić go...
— Skądże miałeś pieniądze? — spytał Kemp.
Człowiek Niewidzialny milczał przez chwilę.
— Nie mogę ci tego powiedzieć teraz.
Nagle jęknął i pochylił się naprzód, wspierając swą niewidzialną głowę na niewidzialnych rękach.
— Kempie — rzekł prosząco — nie spałem blizko przez trzy doby, bo nie liczę kilku godzin drzemek. Muszę natychmiast położyć się.
— Owszem, kładź się u mnie... kładź się tutaj.