Strona:PL Wedekind - Przebudzenie się wiosny.djvu/010

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


WENDLA.

W każdym razie lepiej mi w mojej krótkiej sukience aniżeli w tej powłóczystej szacie. Pozwól mi ją jeszcze nosić, mamo. Tylko przez to jedno lato. Na ten ubiór pokutny dość będzie jeszcze czasu, gdy skończę lat piętnaście. Schowajmy go do następnych urodzin. Teraz spuściłabym tylko zakładkę.

PANI BERGMAN.

Nie wiem doprawdy co ci mam odpowiedzieć. Ja sama wolałabym, moje dziecko, żebyś została właśnie taką, jaką jesteś dzisiaj. Inne dziewczyny w twoim wieku są niezgrabne i kościste. Ty zaś przeciwnie — kto wie jaką będziesz, gdy się inne rozwiną.

WENDLA.

Kto wie — może mnie już nie będzie wcale.

PANI BERGMAN.

Dziecko, drogie dziecko, skąd do ciebie takie myśli?

WENDLA.

To nic, kochana mamo, niech cię to nie zasmuca.

PANI BERGMAN.
(całując ją) Moja ty pieszczotko!