Strona:PL Wedekind - Przebudzenie się wiosny.djvu/011

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


WENDLA.

Nachodzą mnie one wieczorem zanim usnę. Nie jest mi wówczas wcale smutno i wiem, że potem będę lepiej jeszcze spała. Czy to grzech, mamo, myśleć o tem?

PANI BERGMAN.

A więc powieś w szafie ten pokutny ubiór! Zostań w imię Boże w twej krótkiej sukience. Później przyszyję ci do niej falbankę.

WENDLA.
(wieszając suknię w szafie)

Doprawdy, że wolałabym już odrazu skończyć dwadzieścia lat...

PANI BERGMAN.

Żeby ci tylko nie było za zimno! Ta sukienka dawniej była ci w miarę, ale...

WENDLA.

Teraz, gdy lato nadchodzi? O mamo, w kolanach nawet i dzieci małe nie miewają dyfterytu! Nie można być tak lękliwą. W moim wieku jeszcze się nie marźnie, a już najmniej marzną nogi. Czy lepiej byłoby gdyby mi było za gorąco, mamo? Bądź zadowolona, że twoja pieszczotka nie obcięła jeszcze dotąd rękawów i nie ukazała ci się w zmroku wieczornym bez bucików