Strona:PL Wassermann Jakób - Ewa.djvu/93

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


duszy tlało wprawdzie podejrzenie, ale nie zważał na nie teraz już i poddał się bezmiernym marzeniom.
Dojechali autem do Wiesbadenu i tam zakupił Amadeusz, z pomocą Krystjana ubrania, bieliznę, płaszcze, trzewiki, kapelusze, rękawiczki, krawatki, różne przybory toaletowe i wielki kufer.
O dziewiątej wieczór siedzieli w wagonie sypialnym.
— Kimże jestem właściwie teraz? — zapytał Amadeusz Voss. — Co wyobrażam? — dodał, rzucając wokół spojrzenie zaciekawione i srogie zarazem, a z czoła odgarnął płowe włosy. — Krystjanie Wahnschaffe, daj mi pan jakiś urząd, tytuł, bym wiedział kim jestem.
Krystjan objął go spokojnem spojrzeniem.
— I pocóż miałbyś pan być dziś kimś innym, niż wczoraj? — odparł zdziwiony.

4.

Ewa Sorel jeździła po świecie, sunąc niby świetna kometa o lśniącym ogonie.
Ludzie zapełniali każdy jej dzień. Monsieur Chinard, impresarjo, badał z wprawą i zręcznością starego praktyka rozliczne życzenia i zgłoszenia. Zuzanna Rappard niechętną mu była, nadając przezwisko: Figaro pris à la retraite.
Prócz impresarja miała tancerka jeszcze marszałka podróży i sekretarza.
Kilkunastu wielbicieli, od całych już miesięcy jeździło za nią od miasta do miasta, a pośród nich był książę Wiguniewski, mister Bradshaw, Amerykanin w średnim wieku, markiz Vincenti Tovera z hiszpańskiego poselstwa w Petersburgu, pan Distelberg, żyd fabrykant z Wiednia i Botho v. Tuengen, Hanoweranin, młodziuteńki studencik z trzeciego semestru.