Strona:PL Wassermann Jakób - Ewa.djvu/92

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


kolor. Jeśli pan postawisz na czerwone, a ja wyrzucę czerwone, wygrałeś pan. No, ileż pan stawiasz? Zacznijmy od talara.
— Zgoda! Oto talar! — przystał Amadeusz, kładąc pieniądz na stole, a Krystjan potasował i przełożył karty.
Amadeusz wygrał.
— Postaw pan teraz dwa talary.
Wygrał znowu dwa. Stawiał dalej, przegrał parę razy, ale ostatecznie doszedł do trzydziestu.
— Weź pan teraz bank! — zaproponował Krystjan, rad wielce, że udał się podstęp jego.
Postawił dziesięć talarów i przegrał, stawiał dalej piętnaście, dwadzieścia, trzydzieści i przegrywał ciągle. Stawiał potem sto, dwieście, pięćset i wyżej, nieustannie przegrywając.
Policzki Amadeusza to czerwieniały, to bladły, a ręce mu drżały i szczękał zębami. Czuł ogromny strach przed zmianą szczęścia, nie był jednak w stanie wyrzec słowa, kładącego tamę grze. Banknoty gromadziły się przed nim. W ciągu pół godziny wygrał przeszło cztery tysiące marek.
Krystjan poznaczył uprzednio karty w sposób niewidoczny dla niedoświadczonego. Wiedział z góry jaki kolor rzuci Amadeusz, a co dziwniejsze, że chociaż czasem zapomniał spojrzeć na znak, Amadeusz wygrywał ciągle.
Krystjan wstał.
— Musimy się spieszyć! — zauważył. — Trzeba, byś się pan wyekwipował do drogi.
Voss był oszołomiony niespodzianym zwrotem w życiu jego, jaki nastąpił w tak krótkim czasie. W głębi