Strona:PL Wassermann Jakób - Ewa.djvu/206

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


kiej rasie, a znał to dobrze z doświadczenia i nieraz umiał wykorzystywać.
Zatopiony w fotelu Crammon rozwodził się nad jutrzejszym występem Ewy, którego wyczekuje całe miasto. Tymczasem zaś Krystjan i Joanna patrzyli na siebie.
— Czy idziesz z nami? — spytał niedbale znudzony Krystjan.
— Tak, drogi mój, trzeba siadać do obiadu! — zawołał.
Zwał on Hamburg rajem św. Bernarda swego patrona i po długich dociekaniach doszedł do wniosku, iż ten święty z Tours we Francji, był swego czasu wielkim żarłokiem.
Joanna poprzedzała ich, uśmiechnięta chytrze, po kobiecemu, a w ruchach jej zgrabnego ciała było jednocześnie przygnębienie i bunt przeciw niemu.

10.

Amadeusz wiedział dobrze, że prócz Krystjana nikt go nie lubi. I jego zresztą także podejrzywał, liczył wszystko, ważył i targował się. Spojrzenie i obecność Krystjana hamowały go, a tego najbardziej nie mógł przebaczyć. Nawet przez sen jęczał gorzko.
Czytał w Biblji:
— Pewien gospodarz urządził winnicę, otoczył ją płotem, kazał wykopać dół na tłocznię, zbudować strażniczą wieżę, wynajął hodowcom winorośli i opuścił kraj. Gdy nadszedł czas winobrania, posłał służebników, by odebrali należną mu część plonu. Ale winogradnicy rzucili się na wysłanników, obili jednego, zamordowali drugiego, zaś trzeciego ukamienowali. Gospodarz wysłał większą liczbę czeladzi, ale ich także