Strona:PL Wacława Potockiego Moralia T3.djvu/188

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Przeproś raczej na klęczkach, a twoim przykładem
Niech klną wszyscy sąsiedzi niedzielnym obiadem.



Na toż drugi raz.


Bogdaj ci z równym sprawa: na obiedwie stronie,
Gdzie ledwie nie na jednym drwa rąbią natonie.
Podufalszą sam siedzi w zdrowiu i w chorobie
Przyjaźń mają, bo wzajem dowierzają sobie.
Zwadzą się? i małżeństwo bez tego ipsymu
Nie będzie — nie ślą na się po ordę do Krymu.
Jedna ręka, jedna broń; niemasz apostołów;
U których powadzili, pojednają, stołów,
Bez wszelkiego obligu o piwie, o wódce
On u mnie dziś jadł i pił, ja u niego wkrótce.
Przyjdzie do prawa, że ich nie zgodzi kto trzeci,
Na jednym wózku jechać nic ich to nie szpeci.
Często postrzegszy, że się o marną rzecz kłócą,
Grodu nie dojeżdżając, do domu powrócą,
Abo wolą, co mieli darmo jurystowie,
Przyjechawszy do miasta, przepić za swe zdrowie.
Stąd podufalsza miłość, bo skoro gniew mija,
Cieśniej z sobą przyjaciół niźli dotąd sklija.
Dosyć raz możniejszego człowieka rozgniewać,
Jużeż gniewowi chyba z niem requiem śpiewać.
Bo gdy lekce u siebie uboższego waży,
Nie dba o przyjaźń, pomstę chowając na straży.
Będzie też prawda, choć go fortuna zuboży,
Drugi tak hardy, głupi, że na piądź nie złoży
Możniejszemu: na wołu woli z żabą boczyć,
Ani podlezie tam, gdzie nie można przeskoczyć.