Strona:PL Wacława Potockiego Moralia T1.djvu/420

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Żydzi zaś i poganie odrzuceni leżą;
Do niego nic, do świata i ciała należą.
Z nimi też, skoro wieki zamierzone miną,
Nieugaszonym ogniem na wieki zaginą.
Śmierć jego Syna trzyma, że nie mści, nie gniewa,
Choć ci nam inszą piosnkę Paweł święty śpiewa:
Że ktoby raz, chcąc, wiedząc, pogwałcieł statuty
Boskie, precz miłosierdzie, precz miejsce pokuty!
Niemasz go już ofierze. To nad żydy gorą
Ma, że z grzechem swym jedną nie umiera forą.
Choćby najcięższej śmierci nikt by tu nie wzdrygał,
Byle na śmierć powtórną z grobu się nie dźwigał.
Cielesna śmierć nic nie jest, bo równo z żywotem
Na świat wchodzi, czy teraz, czy nam umrzeć potem.
Dusznej — broń Boże! prochem gdyż lepiej zgnić w ziemi,
Niż w piekle wąglem czasy iskrzyć się wiecznemi,
Tym tylko grzechom naszym nie grożą karaniem,
Któreśmy popełnili przed prawdy poznaniem.
Inaczej w sprawiedliwość łaska się przetwarza,
Kto gardzi, że tak rzekę, kto ją chcąc przegarza,
Ja nie mogę, bom prostak, bom nieuk, inaczy;
Niech apostolskie słowa teolog tłumaczy,
Gdyżby żaden, i ja sam, krom wszego wątpienia
Nie był pewien po śmierci dusznego zbawienia,
Nie raz przez wszytek żywot, ale i sto razy
Przez jeden dzień grzechowe czując na się zmazy.
Nie odpuszczą i razu grzechu świętokrajcy:
Dadzą go zaraz katu żywo palić rajcy.
Czemużby Bóg, który świat sądzi wolnowładnie,
Nie miał tąż śmiercią skarać, kto go raz okradnie?