Strona:PL Wacława Potockiego Moralia T1.djvu/415

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Co gorsza i co niechaj człek stateczny wie, że
Rzadko pewna. Dla tego rynkowych się strzeże,
Ani pyta, ani sam powieda ich komu,
Chyba jaki pędziwiatr przyniesie do domu.



Chodzić, nóg nie umywszy.


Chwalą stąd zakonników inszy, ja nie mogę,
Że i lecie, i zimie boso chodzą w drogę,
Boso i do kościoła, by największe mrozy.
Od Mojżesza, pomvślę, przejęli tej fozy,
Któremu, gdy przystąpić miał do ziemie święty,
Kazał Bóg zdziać obuwie i obnażyć pięty.
Jużby to musiała być powszechna reguła
I wszytkich do kościoła księży z botów zuła.
Profanowali by go wszyscy księża poty,
Póki ci nie nastaną, co zrucają boty.
Pewnieć nie od Chrystusa, świętym świadczę Janem,
Że był obuty, stojąc do krztu nad Jordanem.
Na cóż było trzewiki, brnąc w rzekę, zdejmować,
Których się Jan niegodnym sądzieł rozwięzować?
Podobniej ci by przejąć od niego tę modę,
I od Mojżesza wąsy zapuścić i brodę.
Ani apostołowie męczyli ciał zimie:
Żaden z nich w śnieg, żaden w mróz obuwia nie
Z przystojnością i z samą spór wiodąc natorą. [zdejmie,
Ale je futrem, nogi ogrzewają skorą.
Dosyć szpetnie, że bose, w oczach; a nuż i te,
Brudne i uszargane, nie będą umyte?
Nie wiedzieć, co pierwej myć, co pierwej ucierać:
Twarz, czy ręce, czy nogi? Czas darmo zabierać.