Strona:PL Wacława Potockiego Moralia T1.djvu/409

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Nie dziw, że i Zacheusz zbogaciał na mycie,
Bo zwyczajnie poborcy chodzą w aksamicie.
Dziś, gdyby chcieli krzywdy czworako nagrodzić,
Przyszłoby im w koszulach, ba i bez tych chodzić.
Najszczęśliwsze w spoconym zbogacenie czele:
Skóra obłazi, rostą na ręku sadzele,
Stąd płaci dług rodzicom, swe z młodu chowanie,
Dziatkom pożycza tenże, kładąc oblig na nie.
Sam się żywi na ciele, żywi i na duszy.
Kiedy chleba ubogim, co możność, ukruszy.



Twardy sęk, zawiły węzeł.


Twardym sękiem, zawiłem węzłem z żoną męża,
Bo go z nieba Syn Boży przyniósł, wiążą księża,
Stułą ręce, stalnymi serca zjąwszy słowy.
Stanie za niestargane ślub święty okowy.
Dwie dusze w jednym ciele nie lakiem, nie woskiem,
Do wieku przywilejem utwierdzone Boskiem.
Sama śmierć, jako Wielki Aleksander mieczem,
Miała moc nad statutem pastwić się przedwieczem:
Nie serca od serc, które ogniwo to spina,
Dusze od ciał i ciała od siebie rozcina.
Patrzajmyż, do czego dziś te węzły przychodzą:
Ciż, co stadła wiązali, kapłani rozwodzą.
I znowu dożywotnią w insze pary wstęgą,
Jako woły do jarzma gospodarze, sprzęgą.
Lepiejby przytrzeć rogów, żeby się nie bodły,
A za leda przyczyną z jarzma nie rozwiodły.
Niech w tej, w którą wstąpiły dobrowolnie, sforze
Aż do zaścia ostatniej zostawają zorze.