Strona:PL Wacława Potockiego Moralia T1.djvu/407

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Wszytko dawszy ubogim? Nie źlećby się sprawieł.
Abraham, co się Bożym przyjacielem liczy,
Dziesięcinę tylko dał kapłanom zdobyczy
Raz tylko, gdyż póki żył, póki go nie zgarbieł
I długi wiek nie skrzywił, Izakowi skarbieł.
Także Job i Tobiasz, i Raguel trzeci,
Kochankowie u Boga, skarbili dla dzieci.
Jest od tego rozum, kto dobrze go zażywa:
Każe dać ubogiemu Bóg, co komu zbywa;
Każe i dzieciom jeszcze, niż ubogim, wprzody,
Żeby im nie przyszło kraść i paść potym trzody.
Dzieciom skarbić, a tym zaś udzielać po trosze;
Nie mogą być tysiące, niech biorą i grosze.
Ani się tak dla obcych żebraków ubożyć,
Żeby dzieciom nie było na ćwiczenie łożyć;
Nie żeby ich bogacieł, zagradzając drogę
Do nieba miasto tego, co dać miał załogę
Pobożnym wychowaniem; ale po swym ześciu
Zostawił je [na ziemi] w przystojnym obejściu.
Już temu nic nie zbywa, już ten nie bogaty,
Co mu grosz nad potrzebę zbywa od intraty.
Chyba kto jest bez dzieci, abo jedynakiem
Cieszy się, powinien mieć litość nad żebrakiem.
Choć ci i ten, co syny, córki ma i wnęki,
Nigdy przed niem nie kurczy w imię Boże ręki.
Jeśliż duchowni, choć to świętokradztwo pewne,
Obracają kościelne dochody na krewne,
Dzieci nie mając, dziada szelągiem odprawią
Drudzy, abo też inszym na zbytki zostawią,
Nadto, pisząc testament chłopu, abo wdowie,
Ubogim się sam, żeby wziął też co, nazowie;