Strona:PL Wacława Potockiego Moralia T1.djvu/406

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Na toż drugi raz.


Nie prawda to, żeby człek miał pieniądze zbierać:
Na cóż mu się przydadzą, gdy przyjdzie umierać?
Jedna, i to podlejsza człowiecza połowa,
Olało śmiertelne, sienna w skrzyniach ziemię chowa.
Dusza o nich nie myśli, choć mieszka w tym ciele,
Bo gdzie indziej depozyt swoim zbiorom ściele.
Opak świat. Onyćby to zbierać należało,
Czymby mogła żyć, w grobie zostawiwszy ciało.
Na cóż, kiedy ani je, ani pije dusza,
Ani koszule, ani trzeba jej kontusza?
I ciałuć, skoro wyńdzie z niego, już nic po tem.
Czemuż tak siłę z grzechem skarbi i z kłopotem,
Że choćby żyło tysiąc lat niepewno jutra,
Miało by co jeść, co pić, dosć sukna i futra,
Choćby najdrożej kupne, niechaj Się tak pisze,
Żeby nie rzkąc potrzebie, ale nazbyt pysze?
Nie poradzisz, bo i to pycha liczy między
Swe ozdoby: im więcej nazbiera pieniędzy.
Czy nie podobniejżby ich, byle wcześnie dożyć,
Na duszne i zbawienie swoje ciało łożyć?
Co mu zbywa, przedawszy, naprzód gotowiznę
Rozdać ubogim, zwłaszcza już czując siwiznę.
Toć to skarb, to depozyt, śmiercią ani żadną
Nie dotkniony przygodą: tego ani kradną
Złodzieje, ani ogień, ani woda szkodzi.
Także dalece żona nad mężem przewodzi?
Choćby rozumna dusza miała być nad ciałem
Według Boga i według ludzi pryncypałem.
Więcby dzieci przy kiju i torbie zostawieł,