Strona:PL Wacława Potockiego Moralia T1.djvu/400

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Na tych, co gwałcą, szczeka pies, komorę we dnie,
Widząc. że się gospodarz domowym nie zbroni,
Że przed kim trzeba było kryć, dał klucze do niej,
Rozbierają ze wszech stron ściany źli sąsiedzi:
Sląsko i Prusy Niemcy, Inflanty mu Szwedzi,
Moskwa Kijów z Zadnieprzem krom zwady, krom bitwy
Wydarszy, jeszcze głębiej zamyśla do Litwy;
Turczyli wziąwszy do swego Wołochy sekwestru,
W Podolu się z tej strony rozpościera Dniestru.
Orda co rok zuchwale zagląda do Lwowa,
Niemiec na Spisz; ledwie nam zostanie połowa
Spustoszona. Nie ma się kędy orzeł lągnąć,
Nie ma po co gospodarz do komory siągnąć.
Z kiemkolwiek wchodzi w ligę, trzciną się podpiera,
Kiedy mu ściany każdy koligat rozbiera.
Tego złodziej i zbójca żaden nie uważa,
Że im też do komory śmierć węgły podważa,
Wybierając po drzewie, co dzień kopie do niej.
Kędy, skoro ostatnia godzina zadzwoni,
Już kat gotowy czeka; gdy czas minie krótki,
Każdy nagrodę swojej odniesie robótki.
Darmo szczeka stary pies, to będzie miał zyskiem,
Że mu się wręcz, abo też dostanie pociskiem.
Śpią wszyscy na obiedwie uszy, jako w lesie;
Nikt nie wyńdzie, nie wyjźry; pies szczeka, wiatr niesie.
Darmo skomlą szczenięta po sejmikach młodsze:
Spowszednie to i w uszu gospodarskich zwiotsze.



Po ujęciu broni znać szermierza.


Z pazura, nie widząc lwa, dobry malarz mierza;
Znać po ujęciu broni do razu szermierza.