Strona:PL Wacława Potockiego Moralia T1.djvu/399

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Wyszedszy knechtem, wróci do Prus kawalerem,
Choć się z swym w pół, co wydarł, dzieli oberszterem.
Kopią też naszy właśni, gdy z tych impet biorę.
Na borg służąc, żołnierze ciągnieniem komorę.
Jakoż — pytam — w tak strasznym zniszczeniu ojczyzny
Mogą się upominać tacy gotowizny?
Jedną tylko od ordy rzeczą różni: że ci
Wołów, krów, koni, ludzi nie biorą od kmieci,
Lecz co tylko zastanie, mówić przyjdzie z żalem,
Zagrabi i chałupę zostawi szpitalem.
Czego zapomniał pierwszy, drugi i dziesiąty
Poprawi, że piec tylko w niej a cztery kąty.
Byłoćby jeszcze o czym psu staremu szczekać,
Ale podobno i z tym przyjdzie mu uciekać.
Jednak żeby młodszy w swej przykład brali straży,
Szczeknąć: kto tę komorę kopie, raz odważy.
Sądy niesprawiedliwe i krzywoprzysięgi,
Kiedy wszelakiej cnoty stargawszy popręgi,
Na Boga i na prawo obie oczy mrużą,
Same tylko respekty, same grzywny płużą:
Jeśli człowiek ubogi, chociaż w krzywdzie jawnej
Ma w sądzie sprawiedliwą, ale nie ma prawnej:
Nie masz li co z niego wziąć, nie ma sędziem brata,
Zepchną na koniec, abo wymażą do kata,
Że ratusza cały rok pilnując o głodzie,
Musi na poniewolnej z szkodą przestać zgodzie.
Nie pamiętają sędzie, od narodu że sie
Dla niesprawiedliwości królestwo przeniesie
Do inszego narodu wedle Salamona,
A zaś sprawiedliwością mocni się korona.
Wydawszy, którzy cicho i nie opowiednie.