Strona:PL W klatce.djvu/356

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


le smutny. Wszakże za ładne kwiaty i dobre chęci dziękuję.
Odszedł, a Walerka pobiegła do domu.
Wszedłszy do swego mieszkania, Lucyan powitał matkę milczącém pocałowaniem ręki i ukłonem dwie obecne kobiety.
— Przyjechałam prosić pana — rzekła Rzepowa — abyś był tak dobry i zechciał odwiedziéć mego chorego brata. Kaszle biedak i mizernieje w oczach.
— Będę u pani dziś jeszcze — odrzekł Lucyan z grzecznością, ale tym samym złamanym głosem, jakim mówił ciągle od pewnego czasu.
Gdy wchodził do swego pokoju, Dolewska prowadziła za nim spojrzenie; ale napróżno Rzepowa badawczo patrzyła na nią, nie dostrzegła ani łzy w oku, ani najmniejszéj zmiany w fizyognomii. Męztwo matki, nie chcącéj na widok publiczny wystawiać boleści syna, zwyciężyło jéj własną boleść.
Zaledwie zamknęły się drzwi od pokoju Lucyana, przez otwarte okna doszedł uszu trzech kobiet odgłos pocztowego dzwonka.
— Rzadka to rzecz — odezwała się Rzepowa — usłyszéć teraz dzwonek pocztowy, od czasu jak zbudowali maszynę.
Pani Owsicka, która od bytności swojéj w Częstochowie, lubiła niezmiernie rozprawiać o podróży maszyną, rozpoczęła na ten temat długie opowiadanie.