Strona:PL W klatce.djvu/258

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


umiejętna dziewczyna, ani piękna, ani rozumna, a jemu innéj trzeba.
— Ależ tobie to bardzo smutno być musi.
— Tak, moja pani droga. To téż siostry mówią, żem bardzo posmutniała. Czasem płakać mi się chce, czasem do niczego ochota nie bierze, i gdybym miała skrzydła, tobym tak, zdaje się, zaraz poleciała pod niebo, byle daléj od ziemi. A jednak nie pragnę, ażeby inaczéj było... bo wiem, że jemu nie nie było-by ze mną dobrze, bo jemu innéj trzeba... a jabym nieba mu przychyliła, gdybym mogła, całém życiem mojém kupiła-bym dla niego szczęście... Zresztą, dobrze mówi nasz ksiądz Stanisław, że życie człowieka jest króciuchne jak sen; wszystko w niém mija i tylko to zostawia po sobie ślady, co dobrego uczynimy na świecie. A mnie się zdaje, że dobrze jest cierpiéć w milczeniu i pokorze, zapomniéć o sobie saméj i pragnąć szczęścia tylko dla ukochanych naszych...
Klotylda ze wzruszeniem słuchała słów dziewczyny, popatrzyła chwilę na jéj oczy, wzniesione ku górze i zamglone wilgocią, a w końcu rzekła:
— Powiedz mi, dziecko, zkąd ci przyszły te myśli podniosłe i święte? zkąd w tobie uczucie to bohaterskie? Tak, masz słuszność, tyś wiejska dziewczyna, mało uczyłaś się, mniéj jeszcze widziałaś; jakimże więc cudem odgadłaś tajemnice najświętszych uczuć, posiadłaś szerokość najwznioślejszych myśli?...
Magdzi twarz zarumieniła się z razu, a potém po-