Strona:PL Władysław Stanislaw Reymont - Na krawędzi.djvu/238

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— O, bo będę bić!
— Extrawagancja — wiwat!
— Lepsza!
— Wiwat!
— Panowie, program!...
— Wiwat! — ryczano już.
— Jesteś pani zachwycająca.
— Jak ta butelka!
— Piękna...
— Jak piękno!
— Masz oczy, jak...
— Karbunkuły — te! chciałem powiedzieć: lazury!
— Płeć z alabastru.
— Jak pianka szampitra!
— Panowie, proogram!...
— Idź do djabła z programem.
— Ależ panowie, umówiliśmy się, że program...
— Jeszcze jeden konjak — i wiwat!
— Usteczka masz pani, jak... moje... — i chwycił ją wpół, — posadził na kolanach i całował.
— Władek, nie chcę, nie potrzebuję — kaprysiła. — Panowie, tańczmy!
— Brawo! kolosalnie!
— Polkę?
— Walca?
— Kankana sobie utniemy.
— Piramidalna heca. Siódma!
— Panowie, program.
— Zostaw programy przyszłości i nie zawracaj.
— Ależ...