Strona:PL Władysław Bełza - Dla polskich dzieci.djvu/289

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Idzie w smutku i tęsknicy,
Cisza nad nim pogrobowa;
Tylko echa tej świątnicy,
Powtarzają jego słowa.

Tylko ci, co to z kamieni
Wyciosani na sen wieczny,
Wstają, echem tem zbudzeni,
Jakby na sąd ostateczny.

I wstecz wieków myśl cofnięta,
Dziwny jakiś obraz roi:
Wstaje cała przeszłość święta,
Huf rycerzy w lśniącej zbroi...

Piękne panie i dworzany,
W złotogłowiu i szkarłacie;
A na tronie między pany,
Siadł król Zygmunt w majestacie.

Na tle złota i kamieni,
Co królewski dwór przetyka,
Większym blaskiem się promieni,
Skromna postać zakonnika.

Oto patrzcie jak w tem gronie,
Nagle osiadł strach ponury!
Mąż w niebiosa podniósł dłonie,
Jakby piorun ściągał z chmury...