Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/614

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Laird ma dziwaczne upodobaniu, poszepnęła; ale ręczę, że prędzéj by rozstrzaskał głowę mojemu mężowi, nimby pomyślał o utopieniu się... Przed chwilą miał istnego djabła w oczach, i wolę, na honor, że jest w wodzie niż u nas!... A ta chustka, bezpożyteczne ty stworzenie! No powiedz dla czego pozwoliłeś, żeby ta chustka wypadła?
— Ta chustka, Babetto. musiała wypaść z kieszeni małéj panience....
— Ty zrujnujesz nasz dom! ty jesteś mojém przeklęstwem, cięźkiém przeklęstwem, nie mogę tego zataić... Gdyby laird nie był widział téj chustki, bylibyśmy... to jest ja byłabym, bo ty a nie to wszystko jedno... byłabym, powtarzam, wmówiła w niego, cobym chciała... Czyż nie marzy on z otwartémi oczami i wśród białego dnia?...
— Słowem, Babetto...
— Milcz!... ta chustka mogła nam smutną sprawę zwalić na kark, gdyby laird nie był postąpił zwyczajnie jak szalony góral, w gorącéj wodzie kąpany... Ale tu pod nami, dzięki Bogu, Tamiza głęboka... Przez szatana! tyś mię oszukał! widzę że jakiś człowiek tam z cieniów wy-