Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/615

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


pływa... nie kłam dłużéj, master Gruff, albo biada ci! Czy to laird?
— Tak jest, z przymusem rzekł oberżysta.
— To więc laird! zawołała blada z obawy i wściekłości oberżystka, a ta łodź o dwadzieścia już tylko kroków od niego oddalona, czy to łodź mastra Boba?
— Tak, odpowiedział oberżysta.
— I ty go nie ostrzegasz, nieszczęśliwy! zaczęła znowu mistress Gruff, i nastawiła ręce jakby chciała rozedrzeć twarz mężowi; stoisz tu jak słup!... Sygnał, natychmiast, sygnał!
Master Gruff, od wielu lat po raz piérwszy miał ochotę stawić żonie opór. Namyślił się, i zmarszczywszy brwi, spojrzał na nią; ale natychmiast spuścił oczy. Żółta latarnia rzucając światło na bladą twarz tego Heroda babskiego, nadała jéj wyraz tak straszliwéj złośliwości, iż Gruffowi dreszcz przebiegł po całém ciele.
— Jutro, będzie trucizna w moim rosole! pomyślał, z djabłem bić się nie można.
— Ano! powtórzyła rozkazująco oberżystka.
Master Gruff wychylił się za okno, zagasił latarnię i obie ręce przytkał do ust.
W téjże chwili dało się słyszeć straszna szczekanie, którego mocny odgłos zapewne