Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/613

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


nął całą godzinę, obok swego konia pozbawionego tchu... O! master Bob będzie się miał z pyszna. Jeżeli laird ma tylko przy sobie coś podobnego do sztyletu, to go zahaczy jak łososia... i dobrzeby to było!
— Co byłoby dobrze, mości ośla głowo? zapytał za nim głos surowy.
— Byłaś tu moja przyjaciółko?... wyjąknął zdekoncertowany oberżysta.
— Byłam tu mości Gruffie... i czyż się nie wstydzisz?... Jesteś nikczemnym tchórzem! a ja biédna kobiéta nie mogę liczyć na twoję pomoc!... Ty byłbyś mię dał zabić temu szaleńcowi, mości Gruffie!
— O! moja kochana! zawołał oberżysta.
— Milcz! albo raczéj odpowiadaj mi!... Czy ten stary głupiec rzucił się w wodę?
— Rzucił się w wodę, Babetto.
— Aby utonął? Master GrufF wahał się.
— Bardzo być może iż utonie, odpowiedział nakoniec.
Mistress Gruff spojrzała na niego niedowierzającym wzrokiem, i odepchnąwszy go od okna, sama zajęła jego miejsce.