Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/612

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


księżyc... całe polowanie będę widział jak na dłoni.
Południowo-zachodni wiatr rozwijał mgłę, pędząc szybko przed sobą małe białawe obłoczki okrywające niebo. Księżyc pokazywał się w krótkich i prawie równych przedziałach; to znowu skrywał na kilka sekund i znowu przebijał obłoki. Na spokojnéj Tamizie, bujały małe tylko bałwany, a promienie księżyca łamały się w nich tysiącznemi światełkami. Tu i owdzie krążyły, wzdłuż brzegu, rozmaitego rodzaju statki, a przepływający parostatek zostawił za sobą w powietrzu długi łańcuch ciężkiego dymu.
Bob minął już ostatnie na kotwicy stojące statki i znajdował się na wolnéj przestrzeni, którą zajmuje koryto rzeki. Laird przeciwnie płynął jeszcze między mnóstwem przymocowanych do lądu łodzi.
Był to dzielny pływak: regularnemi rzuty przerzynał wodę i szybko zbliżał się do łódki Boba, który niedomyślając się niczego, bynajmniéj się nie spieszył.
— On go schwyci, na honor, mówił do siebie Gruff; woda i on znają się dobrze, i za dobrych czasów... widziałem... jak w Solway pły-