Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/471

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


jęczał i klął co chwila. Bob grzebał rękami w kurzawie na około Micha, znalazł dwie gwineje Bisbopa i schował je w bezpieczne miejsce.
— Nie słychać tego wołu Turnbulla, szepnął; miałżeby umrzeć? Obaczmy... czuję pod płótnem jego wielką głowę... Turnbull! Tom Turnbull!
Turnbull nie odpowiedział.
— Czekaj, zaraz ty mi przemówisz, rzekł Bob.
I swą okutą piętą zadał Turnbullowi okropny cios w głowę przez okrywający go całun.
Turnbull słabo jęknął.
— Zdaje się, że on i to jeszcze wytrzyma! dodał, szukając noża pod swémi łachmanami. Na honor! dzięki djabłu! nie śmiałbym tu zamordować człowieka... za nadto tu ciemno.
W chwilę potém, szedł przez Before-Lane w kierunku Bow-Street. Przebywał pełen zaufania tę czarną jaskinię zbójców, w któréj człowiek poczciwy nie śmiałby bez zadrżenia postawić nogi. W drodze głęboko rozmyślał.
— Do djabła! mówił sam do siebie, strasznego sobie narobiłem kłopotu. Sto funtów Bishopa, dwieście intendenta, piękna rzecz...