Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/459

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


żała jednak okropną i zwierzęcą wściekłość. Wyrwijcie mi to z pod oka, na imię szatana! niech zabiję Toma!
— Przywiążcie mi ten pukiel co mi wisi u czoła! piekło i potępienie! wrzasnął Turnbull z kolei, ja go rozedrę, pogryzę, na szatana! ja go chcę zetrzeć na miazgę, potłuc, pozrzéć!
I owszem! i owszem! rzekł po ojcowsku Bob-Lantern. Oto mi poczciwi przyjaciele!... Panie Bishop pan masz przy sobie swoje instrumenta. Pchnij tylko lancentem w ten guz co zasłania oko biednego Micha... to nie zaszkodzi.. Gdzież jest Loo?
— Loo! Loo! zawołał Ślimak.
— Po co tyle hałasu Ślimaku, grzeczny mój chłopcze... Hałas na nic się nie przyda... Igły mistress Peg i nitki... Loo, moja piękna, zeszyj czoło tego biédnego poczciwca Turnbulla.
— To! to! wrzeszczał niepoprawiony Ślimak; zeszyj do stracenia skórę Tom Turnbulla... O! nie widziano nigdy nic podobnego!
Loo wzięła igłę i nitkę z rąk Peg, która drżała podając je, tyle cała scena przerażała najzatwardzialsze nawet dusze! Loo zbliżyła się do Turnbulla, wprawną ręką podniosła skrwawiony kawał skórv i zrobiła według wyrażenia się