Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/457

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Czy go na prawdę zupełnie zabiją? spytała.
— Tak Loo, tak moja siostro. Jak Bóg żywy, sama się o tém przekonasz.
— Kiedy tak, odpowiedziała Loo, muszę wprzód wypić mój rum.
Napiła się i przetarła sobie oczy.
— Biédny Mich, powiedziała po-cichu, jakże on mię bił... Wyjmij mu, Ślimaku, tytoń z kieszeni... Nie raz myślałam, że mię zabije... O! gdyby mógł był mię zabić!...
Założyła ręce na piersi i wydała głuche westchnienie.
— Ogień, rzekła znowu, ogień pali mię w środku!
— Zaczynajcie! zawołał burker.
— Zaczynajcie! powtórzyli obaj sekundanci.
Tom i Mich wściekli z bolu rzucili się znowu na siebie zgrzytając zębami. Ten attak trwał krótko: Bishop przez pełne okrucieństwa wyrachowanie nie dozwolił mu trwać całéj minuty; ale i to było za nadto. Gdy znowu rozłączono walczących, widok ich był przerażający.
Mich uchwyciwszy oburącz za czoło Toma, zdarł mu pazurami skórę z czaszki, która spadała teraz na oczy jak ciężka opaska. Tom zaś