Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/456

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ich była straszliwa. — Każdy miał teraz twarz skrwawioną i na téj czerwonéj podstawie jaśniały tu i owdzie świeże plamy od świeżych razów.
Uderzali w milczeniu. Mich tylko, który widocznie był słabszym sapał już i kaszlał.
Zgromadzeni nie mówili ani słowa. Słyszano tylko głuchy odgłos pięści tłukących w ciało, albo brzęk mordowanych piersi.
— Rozłączcie ich! zawołał znowu Bishop burker.
Powtórnie rozdzielono obu walczących. Ślimak nie posiadał się z radości, i sama tylko obecność strasznego burkera zdołała wstrzymać wrzaskliwe wybuchy jego wesołości.
— Oh! oh! oh... rzekł wykręcając się na jednéj nodze, co za piękny bal! czy widziałaś moja śliczna Madge? Turnbull ma dwa zęby wybite... dwa do licha! a Mich mój szwagier ma więcéj dzwonów na twarzy jak wszystkie parafie całego Londynu... Rumu!... Loo! Peg! Rumu dla wielkiego Toma i dla mego szwagra dzielnego Micha, którego zapewne wkrótce ujrzymy trupem!
Loo przyszła na głos Ślimaka. Przystąpiła chwiejąc się i osłupiałym wzrokiem spojrzała na Micha.