Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/435

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


chowi, byłby się wzdrygnął z przerażenia i zgrozy. Pot spływał mu po gęstych i twardych włosach, oczy błyskały zdradliwie po za spuszczonémi powieki; drganie konwulsyjne poruszało muszkułami jego twarzy, a z obu kątów ust toczyła się piana, którą bez ustanku ocierał.
Cały ogół odrażającéj jego fizjonomii nosił wyraz wściekłego, przerażającego okrucieństwa.
Spadła nagle maska dobrodusznéj uczciwości, jaką czasami przywdziewał na twarz swoję, gdy chciał kogo oszukać, i obnażyła straszliwy charakter téj twarzy, na któréj wyryły po kolei swe piętno wszystkie złe skłonności, jakie tylko mogą zbestwić serce człowieka.
Od dwóch już godzin Bob usiłował zagrzać nieczułą krew Micha, nieustannie ziejąc w niego ducha gniewu i niezgody,, żartując i prosząc na przemiany.
Bo od dwóch godzin wrzał wściekłą dla Toma Turnbulla nienawiścią, a nie śmiał zajrzeć mu w oczy sam na sam: Tom napawał go strachem. Któż nie wie ile obawa dodaje żółci nienawiści.
Gdy opuszczał na chwilę Micha, swego poplecznika, uczynił to jedynie dla należytego