Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/410

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


woływał on tylko w pomoc, a może używał za pozór.
To, dla czego byłby przełamał wszelkie zapory; dlaczego byłby zdeptał rzecz najświętszą: głowę przyjaciela, serce kochanki, aby tylko mocniéj i wyżéj stanął, to, mówimy, nie było miłością.
Była to, jak ją nazywał, jego ambicya, jak nazywa artysta, pomysł, jak zdobywca, polityka. Była to czcza myśl, niepomiarkowana żądza, wyrachowana namiętność. Było to wpatrywanie się w cel, dostrzeżony zrazu niegdyś, jak dalekie światełko; lecz które, w miarę swego istnienia wzrastając, stało się słońcem i zapaliło jego wyobraźnią swémi żarzącémi się promieniami.
Marya stanowiła tylko stopień między nim a jego celem.
Ale niech się łaskawy czytelnik nie pomyli i nic zechce sądzić Rio-Santa według miary owych miejskich Lowelasów, którzy z miłości robią wędkę dla łowienia na nią majątku; niech go nawet nie porównywa z owymi Don Juanami dyplomatycznymi, którzy przez kobiéty celu swego dopinają. — Rio-Santo nie był podobny ani do piérwszych, ani do drugich, bo panująca