Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/295

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


doznał on w rzeczy saméj wszelkich odcieni dzielących gniew od miłości.
Hrabina słuchała zachwycona, z rozkoszą pogrążała się w tém morzu szczęścia, które miała za wyschłe; odżyła, odzyskała swą młodość, nadzieję i wesołą swoję miłość.
O! jakąby pogardą była przyjęła tego, ktoby w téj chwili żądał od niéj tajemnicy Rio-Santa!
Ale wymowa jest czasem niebezpieczną, częstokroć sięga po za swój cel.
Rio-Santo był wymownym: chcąc przekonać, że miłość jego jest silną, wymówił się że ambicya jego i uczucie dla lady Ofelii równa w nim walczą bronią; ambicya, którą naumyślnie tak wielką czynił, ale która w rzeczy saméj służyło innemu uczuciu silnemu, potężnemu, nieubłaganemu, uczuciu co nadziejom jego, planom i usiłowaniom nadawało pochop w istocie olbrzymi.
— W téj chwili, mówił on daléj, waham się i cierpię tém mocniéj... wiém, że zaniechanie zamiarów moich przyprawiłoby mię o śmierć, ale pytam, czy nie lepiéj umrzeć z tobą Ofelio, jak żyć bez ciebie?
— Nie kochasz więc jéj?... Maryi?... zapytała hrabina.